środa, 25 marca 2015

Rozdział 1

Kathrine
Spakowałam właśnie ostatnie zdjęcie do kartonu. Rozejrzałam się po pustym pokoju próbując zapamiętać. Westchnęłam głośno. Wzięłam pudło i powoli zeszłam po schodach na dół. W końcu wyjeżdżamy z tej dziury zabitej dechami. Moja mama stała pod busem czekając na mnie. Pomogła mi wstawić ostatnią rzecz do samochodu.
-Gotowa?-pyta mnie rodzicielka patrząc na mnie czule.- W końcu się przeprowadzamy-uśmiecha się łagodnie.
-Mamo jedźmy jeż-proszę kobietę a ona patrzy się na mnie badającym wzrokiem.- Chcę już mieć tą podróż za sobą-wyjaśniam.
-Oczywiście- oznajmia Mama.- To jedziemy. - Obie przeszłyśmy do drzwiczek samochodu. Wsiadłam i zamknęłam drzwi. Ostatni raz spojrzałam w kierunku domu i odjechałyśmy.- Rozluźnij się. Czeka nas długa podróż. Wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłyśmy. Wyjeżdżamy z Rio. Czeka nas jazda przez nasz kontynent i jeszcze pół następnego.  Ale z prędkością jaka jeździ mama to nie zajmie nam długo. Przy dobrych wiatrach będziemy tak jutro późnym wieczorem.
-Mamo-Zaczynam ale tchórzę- Możemy coś włączyć?-Miałam się jej zapytać dlaczego dopiero teraz wyjechaliśmy a nie 10 lat temu.
-Jasne. Wybierz coś.-Schylam się do schowka w płytami i szukam czegoś fajnego Znalazłam Mix 2013r Eska. Włączyłam płytę i już nie było tak cicho. Przez cały czas jechaliśmy w milczeniu. W końcu oczy mi się zamknęły. Usnęłam. Spałam nadzwyczaj dobrze. Przebudziłam się nad ranem. Moja mama prowadziła. Nie zdziwiłam się. U niej to norma. Rano zatrzymałyśmy się na śniadanie. Zamówiłyśmy sobie naleśniki. Z smakiem je zjadłyśmy i chwilę pochodziłyśmy po świeżym powietrzu. Rozprostowałyśmy nogi. Skorzystałyśmy z łazienki.
-Mamo czy ty spałaś?
-Tak-mówi.
-Ile?
-Jak tylko ty usnęłaś. Zaraz się zatrzymałam i sama też poszłam spać.
-Ale jak się przebudziłam już prowadziłaś. To ile spałaś?
-Pięć godzin.
-Mogłaś spać dłużej.
-Wiem ale ty tak źle znosisz jazdę.-mówi i dotyka mnie czule po policzku- Chcę żebyśmy już dojechały i miały już to za sobą.
- Rozumiem-mówię w końcu. - Czeka nas jeszcze cały dzień jazdy. W trakcie była jeszcze przerwa na obiad i kolację. Zaraz po ostatnim posiłku usnęłam. Nie spałam już tak dobrze. Byłam obolała i zmarznięta trochę. Mimo że spałam pod kocem.
- Mała-głaszcze mnie po policzku- Wstawaj jesteśmy na miejscu- mówi. Niechętne otworzyłam oczy i spojrzałam na nasz nowy dom. Wyszłam w samochodu żeby rozprostować nogi ale to odmówiły mi posłuszeństwa. Kolana mi się ugięły i mama musiała mnie przytrzymać.
-Która godzina- pytam
-Po północy- oznajmia- tego czasu oczywiście.- Chodź jutro rozpakujemy samochód. Wstawię tylko na podwórko i idziemy spać.
-Dobrze-mówię sennie. Oczy mi się same zamykają. Zaraz do mnie dołącza Niebieskooka kobieta  i wchodzimy do domu. Kieruję się w stronę najbliższego łóżka i zapadam w głęboki sen. Rano budzę się jak nowo narodzona. Drzwi do domu są otwarte a w nich stoi mama. Wstaję i związuję blond włosy w koka i podchodzę do niej.
-O już nie śpisz.
-No wyspałam się w końcu.- uśmiecha się promiennie.
-To co... Do roboty.
-Tak-poszłam z nią do samochodu. Zaczęłyśmy wnosić  pudła. Zaniosłam do siebie do pokoju wszystko co moje i zaczęłam się rozpakowywać. To zajęło mi trochę czasu. Ubrania, pamiątki, zdjęcia, kosmetyki, biżuteria. Oddzielny pokój do ćwiczeń też mam. Tam trzymam swoje rzeczy do tańca. Uwielbiam to robić. Wieczorem rozpaliłyśmy z mamą ognisko i opiekałyśmy kiełbaski. Po głowie ciągle chodzi mi pytanie " Dlaczego teraz. Czemu nie 10 lat temu".
-Jesteś jakaś taka przybita- Stwierdza rodzicielka.- Powiedz co się dzieje?
-Nic mamo po prostu myślę nad nową szkołą-skłamałam. Przygląda mi się przez chwilę. Chyba się domyśla że coś jest nie tak ale jednak odpuszcza temat.
-Będziesz tutaj tańczyć?-Pyta nagle po chwili ciszy.
-Nie wiem.- Nie wiem co tu będzie- dodaję w myślach.- Może.-mówię
-Kiedy tańczysz... Jesteś taka opanowana i spokojna. Jesteś po prostu sobą-mówi spokojnie przyglądając mi się.- Kiedy tańczyłaś w tamtej szkole zapominałaś o tych wszystkich nękających cię osobach.
-To nie chodziło o to-mówię w końcu po chwili ciszy.- Jest okej. Zostaw już ten temat. Proszę-kończę surowo.
-Kate ale wiesz że tak nie wolno traktować ludzi.
-Mamo przestań- do oczu cisnął mi się niechciane łzy.- Przestań tak mówić. Możesz tu nie mówić nic o tacie? Nie chcę znowu tego przechodzić. Pedagog, psycholog, jakiś psychiatra... Nie mów nic.
-Dobrze. Nie będę nic mówić. Po to się wyprowadziłyśmy. Chcę o nim zapomnieć. Chcę to zakończyć. Nie chcę żeby znowu mnie nawiedzał w snach-kończy takim tonem że już wiem żeby dalej tego nie ciągnąć.
-Przepraszam-mówię
-Nie chciałam już żyć ze świadomością że zabito go w tamtym domu.
-Mamo dość.-Mówię ostro.- Sąsiadka idzie. -mówię przez zaciśnięte zęby.
-Halo-krzyczy od furtki- Dobry wieczór. Można?
-Dobry wieczór-odpowiada. - Zapraszamy-mówi mama tak żeby usłyszała Rudowłosa kobieta z dzieckiem na rękach i czymś jeszcze... Nie wnikam, pędzi w naszym kierunku.  Gdy już jest przy nas, wręcza mamie blachę jak się okazało z trzema rodzajami ciasta- WoW co za gest- mówię sobie w myślach.
-Witajcie kochane -mówi  promiennie.- Przepraszam że teraz was nachodzę ale chciałam się z wami przywitać. Jestem Anabel Korwns a to jest Pako mój synek. Mieszkamy obok siebie-uśmiecha się do mnie. Tworzę na ustach coś na kształt - uśmiechu ale chyba wychodzi tylko grymas. Jednak kiedy przenoszę wzrok na chłopca od razu w oczach mam iskierki radości. Kobieta uśmiecha się na moją reakcję.
-Cześć mały-podchodzę i mówię do Pako.- Jestem Kathrine. A ty?-pytam uśmiechając się szczerze.
-Pako-mówi- Mama moja tu-pokazuje paluszkiem na kobietę.
-To twoja mama tak?- pytam udając głupią
-Tak-mówi kiwając główką. Ale on jest cudny.
- No to tyle jeśli chodzi o mnie-mówi Sąsiadka. Nawet nie wiem o co chodzi. Tak się zajęłam małym że ich nie słuchałam.- Kathrine-mówi ale wcina jej się synek
-Nie moja mama. To Kate. Moja.-Mówi. Weź to człowieku pojmij , o co mu chodzi.
- Mhm-Mówi starając się zachować powagę.- Twoja Kate , więc,  żegnaj Kate- Podkreśla moje imię i wyciąga dłoń. Chwytam ją i przyciąga mnie do siebie- Mały ci nie odpuści- szepcze.
-No ja myślę-śmieję się.- Pa- mówię i mierzwię mu włoski.
-Pa Kate moja.- macha mi kiedy odchodzi z mamą.
-Chodźmy już spać. Jutro pójdziemy na miasto zobaczyć co potrzeba ci do szkoły i może pozwiedzamy galerie handlowe- Uśmiecha się znacząco.
-Jak sobie życzysz.- I już wiem że cały jutrzejszy dzień będzie wykańczający bo moja mama ma fioła na punkcie zakupów..- Idź spać-mówię.- To był długi i męczący dzień.
-Ty też idź spać. Jutro musisz mieć siły.- Gasimy ognisko. Wchodzimy do domu śmiejąc się. Idę po schodach na pięterko i kładę się do nowego łóżka w nowym domu w nowym mieście. Czy tu wszystko jest nowe?- pytam się w duchu i odpływam w sen, który staje się głębszy i głębszy i zaczynają się sny... Odpływam w krainę którą kocham.

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 3

Kathrine
-Kate!-Wrzeszczy z dołu mama- Kate złaź z tego łóżka. Ile można leżeć?
-Mamo ja tu próbuje spać- Odkrzykuję.
- Kathrine. Zejdź natychmiast. Inaczej wejdę tam i cię sama wywlokę.- Zagraża.
-To powodzenia- Mruknęłam pod nosem. Nakryłam twarz poduszką i dalej spałam. Słyszałam kroki na schodach. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać. Mama weszłam do pokoju i wylała na mnie garnek lodowatej wody. Zerwałam się z krzykiem i wstałam z łóżka.
-Normalna jesteś- zapytałam ze śmiechem?
-Ja zawsze byłam normalna- Odpowiada z udawaną powagą.- Ubierz się i zejdź na śniadanie.- Mówi moja rodzicielka.
-Za chwilę zejdę.- Odpowiadam zrezygnowana. Kobieta wyszła z mojego małego królestwa a ja poszłam się szykować. Gdy stanęłam przed lustrem I zobaczyłam moją fryzurę zaczęłam się śmiać jak głupi do sera. Ogarnęłam się trochę i patrząc w lustro na swój strój.
-Jest dobrze-powiedziałam do siebie. Zeszłam na dół. Usiadłam przy stole i mama postawiła przede mną naleśniki. - Muszę iść jutro do szkoły?
-Tak- odpowiada automatycznie.- Zjedz zaraz idziemy na zakupy.
-Dobrze- burczę i zjadam aż pół naleśnika. Odsuwam talerz i wstawiam go do zlewu. Idę na górę i biorę pieniądze i schodzę na dół. Mama już na mnie czeka.
-Gotowa?
-Tak- uśmiecham się blado.- Boję się tam iść.
-Nie martw się. Będzie dobrze.
-Nie będzie- mówię pod nosem.
-Marudzisz.- Klepie mnie po plecach.
 Kupiłam sobie książki do szkoły i kilka potrzebnych mi przyborów takich jak długopisy ołówki masę zeszytów. Torbę na książki i inne drobiazgi. Mama obeszła chyba wszystkie sklepy w galerii. Dopiero ok 20 miała dość.  Wróciłyśmy do domu i rzuciłam wszystko. Położyłam się na łóżko. Gdy tak leżałam Ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Proszę- wychrypiałam. Do pokoju wszedł bardzo przystojny chłopak.
-Cześć-mówi- Pani dyrektor prosiła mnie żeby ci dostarczyć plan lekcji.- Wyciąga dłoń z arkuszem w moją stronę.
-Dzięki- mówię słabo. Nawet nie patrzę co jest tam napisane. Odkładam go na stertę książek na łóżku i kładę się ignorując to że wlepia we mnie swoje paczadła..- W jakiej jestem klasie?-Pytam
-W LZ.- Odpowiada.- Z dodatkową historią i angielskim.
-Znowu to samo- Jęknęłam i z bólem poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam że robię się blada. Znowu mnie łapie stres. Dłonie drżą.
- Jakiego mam wychowawcę?-Pytam słabo.
- Jest spoko. Ma śmiechową brodę.- Zaśmiał się za jego wspomnienie.
-Od czego?- Od WOS-u
-Okej. Dzięki za informację.- Wyszłam z łazienki a chłopak jak stał tak stoi.- O Rany- rzucam- Przepraszam.- Zabieram wszystkie rzeczy z łózka i kładę na biurko.- Usiądź sobie- Mówię i układam książki.
-Dzięki-mówi po czym siada na łóżku. Czuję jak mi się przygląda. Odwracam się i idę w kierunku łóżka. Siadam na środku.
- Jestem Kate-mówię wyciągając drżącą dłoń
- Johny- uśmiecha się. I już wiem że będziemy mieć dobry kontakt. Uściska ją i szeroko się uśmiecha.


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 2


Oczami Jezebel
- Jezebel do mnie - trzaskając drzwiami wejściowymi, zacisnęłam pięści i ruszyłam w stronę wściekłej ciotki.
- Czego chcesz? - zapytałam rzucając torbę na ziemię a sama siadłam na fotelu.
- Czy wiesz która jest godzina??
- Coś koło północy a co? - zapytałam wywracając oczami.
- Martwiliśmy się o ciebie - powiedziała kobieta łagodniejszym tonem.
- Takie bajki to pod kościołem sprzedawaj - krzyknęłam wściekła wstając z fotela - Każdy wie, że nie martwiłaś się z wujkiem o mnie tylko o kasę, którą mam dziedziczyć - schyliłam się po torbę i już miałam iść na górę, kiedy ciotka złapała mnie mocno za rękę i popchnęła z wściekłością na fotel.
- Co ty gadasz? kto ci takich głupot naopowiadał?? - Wrzasnęła mierząc mnie wzrokiem.
- Nikt - wrzasnęłam - Ale zauważyłam, że kiedy mama jeszcze żyła to byłaś milutka i kochana, a kiedy zmarła stałaś się zimną suką ciociu - ostatnie słowo powiedziałam z udawaną słodkością - Opieprzasz mnie o byle co, zakazujesz wszystkiego i gdybym nie znalazła tych papierów to.....
- Szperałaś mi w rzeczach - krzyknęła wściekła doskakując do mnie i łapiąc mnie za ramiona - Ktoś ci pozwolił? - z jej oczu biła czysta nienawiść.
- Nie, ale to o mnie tam pisali i o tym, że mama oszalała po moich narodzinach - wysyczałam, ale jak była jeszcze w ciąży to przepisała wszystko na mnie nie na ciebie - wyrywając się jej wstałam i już miałam odejść do swojego pokoju, kiedy ciotka raptownie odwróciłam mnie przodem do siebie i walnęła z otwartej dłoni w policzek.
- Zamilcz - wrzasnęła tylko po czym siadła w fotelu. Zamykając upokorzona oczy, powoli przejechałam ręką po bolącym policzku, po czym zaciskając dłonie w pięści z zawziętością wypisaną na twarzy wbiegłam szybko po schodach. Będąc już w swoim azylu, szybko wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam pakować do niej wszystkie swoje ciuchy. Kiedy były już spakowane, dopakowałam dokumenty i trochę rzeczy osobistych, po czym zbiegłam cicho na dół i z barku wyjęłam wszystkie papiery dotyczące mojej osoby i spadku oraz pieniądze, które należały do mnie. Mając już wszystko co było mi potrzebne wbiegłam ponownie na górę i łapiąc czystą kartkę papieru zaczęłam pisać zamaszystym pismem.
Wyjeżdżam nie szukaj mnie bo już nie sprawujesz nade mną opieki, już ja się o to postaram. DOm jest tymczasowo wasz, ale upomnę się jeszcze o niego, więc czekaj już tylko na to. 
Żegnam Jezebel
Kładąc ją na łóżku, szybko wzięłam walizkę i założyłam plecak na plecy po czym zeszłam na dół i jak najciszej się dało wyszłam z tego domu wariatów.

Stojąc na lotnisku w Oslo zaczęłam rozglądać się dookoła. Zauważając w końcu kasę ruszyłam szybkim marszem w jej stronę.
- W czym mogę pomóc? - zapytała kasjerka.
- Jaki jest najszybszy lot do Seattle? - zapytałam po norwesku.
- Za godzinę, odprawa właśnie się zaczyna.
- A są jeszcze jakieś miejsca? - zapytałam z nadzieją.
- Ma pani farta jedno się właśnie zwolniło - powiedziała kobieta z uśmiechem.
- To poproszę - powiedziałam odwzajemniając uśmiech. Po zapłaceniu odpowiedniej sumy odebrałam swój bilet i czując, się wolnym ruszyłam w stronę odprawy. 

Stojąc przed lotniskiem w Seattle rozłożyłam ręce i z całej siły krzyknęłam.
- Jestem wolna - śmiejąc się jak wariatka ze szczęścia złapałam pierwszą lepszą taksówkę i podając adres kobiety do której się wybierałam, siadłam wygodnie na tylnej kanapie i oglądałam krajobraz przelewający się w szybach samochodowych. 

Stojąc przed drzwiami domu, denerwowałam się strasznie, w końcu wzięłam głęboki oddech i zapukałam głośno. Kiedy drzwi się otworzyły ukazując znajomą mi staruszkę uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam tylko :
- Mogę z tobą zamieszkać babciu?? 


_-----------------------------------------------------------------------------_
Podekscytowani?? Bo ja bardzo ;) Jak widzicie wróciłam z nową historią i nie sama tylko z koleżanką. Musicie nam wybaczyć nasze tragiczne pisanie, ale po raz pierwszy piszemy jako duet ze sobą ;) 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Prologue

2 Dziewczyny, na pozór niewinne, nikomu NIE zawadzające. NIKT jednak tak naprawdę nie zna o nich prawdy. Pod maską wredności, chamstwa i innych negatywnych cech, kryją się dwie miłe i sympatyczne oraz utalentowane osoby. Tylko co z tego, jeżeli ludzie lubią patrzeć jedynie na okładkę, a nie na treść, że zamiast je poznać i polubić to wolą odrzucić i zgnoić. Ale mają mały problem, one się nie dadzą bo mają siebie. A przyjaźń jest ważniejsza niż opinia całej reszty szarych zwykłych ludzi bez uczuć. 

sobota, 5 kwietnia 2014

Heroes

Jezebel Elizabeth Decembro (25.09.1997 r.)
"W tym cho­ler­nym życiu pot­rzeb­na jest miłość. Bez niej jest wie­czna pus­tka, która du­si, za­bija, męczy. I wte­dy nie można być sobą."

Kathrine Kavanag (24.09.1997 r.)
"Pieniądze szczęścia nie dają. Do­piero zakupy."

Matthew Christopher Clairmont (13.09.1996 r.)
"Miłość jest tym, o czym marzysz, paląc trze­ciego papierosa."

Peter Knox (28.02.1996 r.)
"Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśli­wy, i noc ma spo­kojną, i dzień nietęskliwy."

niedziela, 23 lutego 2014

Uwaga!!

Dla jednych może to być wspaniała wiadomość dla innych może nie. No cóż mówi się trudno i idzie się dalej. A więc moi kochani postanowiłam na razie zakończyć swoją wesołą twórczość i zająć się czymś bardziej pożytecznym. Widząc, że i tak mało osób tutaj zagląda postanowiłam dać sobie czas i odpocząć od tego. Może kiedyś wrócę. Mam taką nadzieję, na chwilę obecną nic publikować nie będę, ale pisania nie zaprzestanę i będę raczej pisać dla siebie na komputerze. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i jak namyślę się do powrotu to przyjmiecie mnie z otwartymi ramionami. 
Wesoła i zawsze uśmiechnięta autorka tych durnych opowiadań
Marta znana pod pseudonimem Jewelka
"Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć."

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 10

Mając już po dziurki w nosie tej całej ciszy, która zaległa między nami jak tylko wyszliśmy z hotelu i skierowaliśmy się w stronę parku, siadłam na pierwszej lepszej ławce i zakładając ręce na pierś spojrzałam srogo na Tomlinsona.
- powiesz coś czy nadal będziesz tak milczał?
- Co? - budząc się z zadumy spojrzał na mnie i z lekkim uśmiechem opadł obok mnie na ławkę.
- A więc....
- A więc zostałabyśmożemojądziewczyną? - wyrzucając z siebie szybko to zdanie spojrzał jak gdyby nigdy nic.
- Możesz powtórzyć?
- Czy zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał nieśmiało.
- Louis - wyjąkałam zaskoczona uświadamiając sobie, naszą obecną sytuację - Chciałabym i to bardzo, ale...
- TO wspaniale - krzyknął rozradowany wstając z ławki.
Ze spuszczoną głową zaczęłam mówić dalej:
- Ale nie mogę. Przykro mi, ponieważ bardzo cię lubię, ale mam zasadę nie umawiać się ze swoimi pracownikami - nie podnosząc głowy, poczułam jak bardzo boli mnie serce, kiedy z ust chłopaka wyrwał się jęk bólu i rozczarowania. Powstrzymując łzy ciągnęłam to dalej - Na prawdę Louis bardzo bym chciała, ale nie mogę
- Nie musisz już nic mówić - słysząc jego głos pozbawiony wszelkich uczuć skuliłam się w sobie - już wiem wszystko co chciałem wiedzieć - nie żegnając się po prostu odszedł. Hamując potok łez, wyciągnęłam z kieszeni telefon i wystukałam numer Larrego.
~Coś się stało siostrzyczko - jak zawsze zapytał swoim roześmianym głosem,
~Przeniesiesz mnie? - zapytałam bez owijania w bawełnę.
~Jak to nie chcesz już nagrywać z One Direction.
~Chcę, ale nie mogę. Proszę nie utrudniaj mi tego i skieruj do nich kogoś, a mnie możesz wysłać nawet na Syberię - mówiąc to sama słyszałam jak mój głos bezwolnie się załamał.
~Mała co jest? - zapytał zmartwiony.
~TO nie rozmowa na telefon - wyszeptałam tylko wycierając mokre oczy ręką.
~Rezerwuje już ci lot - powiedział nagle i słuchając klikania na klawiaturze czekałam na informacje - Masz go za 2 godziny. Jane już dzwoni do chłopaków żeby cię spakowali, a ty teraz przejdź się gdzieś i za 30 minut odbierz walizkę od portiera i jedź na lotnisko.
~Dziękuje ci za wszystko Larry - rozłączając się czułam, że popełniam błąd, ale na zmiany było już za późno. Wstając z ławki skierowałam się w stronę fontanny. Patrząc na spokojną zimną wodę, pomyślałam o tym co teraz musi czuć Louis. Kręcąc głową próbowałam pozbyć się poczucia winy. Jednak za nic nie chciało ono mnie opuścić. Przełykając kolejne łzy, wyciągnęłam z kieszeni dzwoniący telefon. Jak manekin odebrała go nie spiesząc się wcale.
~Słucham?
~Pani Aria Winchester?
~Tak w czym mogę pomóc?
~Dzwonię ze szpitala Św. Pawła w Menchesterze, aby panią poinformować o tym, że stan naszej pacjentki Miley pogorszył się.
~Jak bardzo?
~Bardzo - wyszeptał tylko lekarz, po czym odchrząknął - Mogła by pani do małej przyjechać?
~Będę jak najszybciej - przełykając kolejną porcję łez, schowałam telefon do kieszeni i nie patrząc na przechodniów rzuciłam się biegiem w stronę hotelu, aby odebrać swój bagaż i jak najszybciej znaleźć się na lotnisku.

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 9

- Game Over - szepnęłam mu do ucha na co on zareagował.......bardzo szybko. W ułamku sekundy obrócił się tak, że teraz ja była na podłodze a on pochylał się nade mną.
- Błąd księżniczko ninja nigdy nie przegrywa - szepnął pochylając się coraz bardziej nade mną  - A w szczególności ja - szepnął i już po chwili poczułam jego usta na swoich. Zaskoczona otworzyłam szeroko oczy i rozchyliłam usta, co spowodowało, że język chłopaka swobodnie mógł penetrować moją jamę ustną, nie byłam mu dłużna i szybko zaczęłam oddawać pocałunek. Nagle poczułam jak jego ręka zaciska się na moim biodrze, po czym przesuwa się na pośladek.
- Młodzi nie mają za grosz kultury - powiedziała jakaś starsza pani, co podziałało na nas jak kubeł zimnej wody. Louis szybko wstał ze mnie i podał rękę, żeby ułatwić mi sprawę.
- Dzięki - szepnęłam zarumieniona po czym szybko uciekłam do pokoju. Kiedy tylko się w nim znalazłam przebrałam się w piżamę i pod pretekstem zmęczenia położyłam się spać.

Oczami Louisa
Stojąc nadal na korytarzu obserwowałem uważnie oddalającą się sylwetkę Arii. Kiedy tylko dziewczyna zniknęła mi z oczu zacisnąłem dłoń w pięść i z całej siły przywaliłem w ścianę.
- Dlaczego? - zapytałem szeptem - Dlaczego akurat teraz? - zadając sobie durne pytania ruszyłem w stronę wyjścia z hotelu. Kiedy tylko zimne marcowe powietrze uderzyło mnie w twarz, powoli pożądanie tej dziewczyny zaczęło mnie opuszczać. Oddychając dla uspokojenia wyciągnąłem telefon z kieszeni i wystukałem na klawiaturze dobrze znany mi numer Eleanor. Po trzech sygnałach odebrała.
~Louis? - zapytała roześmiana - Co się stało, że dzwonisz?
~ Eleanor namieszałem - wyznałem ze skruchą - I nie wiem co robić.
~O co chodzi? - zapytała poważnie.
~Ja chyba się zakochałem w innej dziewczynie - wyznałem z bólem serca, który powiększył się jeszcze bardziej, kiedy w słuchawce zaległa cisza. Zaraz jednak usłyszałem jak dziewczyna wypuszcza z ulgą powietrze, które nazbierało się w jej płucach.
~To dobrze się składa Lou - szepnęła - Ponieważ niedawno uświadomiłam sobie, że cię kocham, ale jak brata.
~Nie jesteś na mnie zła? - zapytałem z ulgą.
~Nie i idź walczyć o Arię.
~Skąd wiesz, że to ona?
~Mam oczy - zaśmiała się - Jak coś to wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć?
~Wiem i bardzo ci za to dziękuje.
~Dobranoc Lou.
~Dobranoc El - wciskając czerwony przycisk odetchnąłem z ulgą. W końcu zakończył to co miał zamiar zakończyć już dawno temu. Teraz tylko musi zdobyć względy Arii. Z planem w głowie ruszył z powrotem w stronę hotelu.

MIESIĄC PÓŹNIEJ!!
- Zayn ratuj - Krzyknęłam uciekając przed Harrym który gonił mnie z żabą. Dobrze czytacie z ŻABĄ. Zieloną, maziowatą i okropną ŻABĄ!!!1.
- Co? - Wyrwany z zamyśleń brunet spojrzał na mnie spod wachlarza swoich ciemnych rzęs.
- Ratuj mnie ta bestia goni mnie z żabą.
- A to nie dobrze? - zapytał z rozbawieniem.
- Zaaaayn - jęknęłam tylko czując jak łzy gromadzą mi się w oczach.
- Styles uspokój się i przestań straszyć Arię - słysząc rozkazujący głos Tomlinsona spojrzałam na niego zdziwiona. Od miesiąca unikał mnie, a teraz co? Objawienia dostał czy co?
- Dzięki - mruknęłam speszona i już miałam uciec do przydzielonego mi pokoju hotelowego, kiedy chłopak chwycił mnie za dłoń.
- Pójdziesz ze mną na spacer? - zapytał z nadzieją.
- Chętnie tylko chyba muszę się przebrać - powiedziałam pokazując na swój strój.
- Tak jest idealnie chodź - uśmiechając się chwycił mnie za dłoń i zaczął prowadzić w stronę wyjścia.

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 8

- Ale na pewno?
- Na pewno - krzyknęłam po raz setny w stronę Louisa - Jeszcze raz się zapytasz a sama wypchnę was za te cholerne drzwi.
- Ale nie będziesz się nudzić? - zapytał jak dotąd milczący Zayn.
- I ty Brutusie przeciwko mnie - powiedziałam załamana w jego stronę.
- Tak się tylko pytam - zaoponował szybko unosząc w poddaniu ręce do góry.
- Idźcie już na tą imprezę reszta chłopaków czeka - powiedziałam wypychając ich za drzwi.
- Ale jak coś masz dzwonić - powiedział Zayn wychodząc posłusznie za drzwi.
- Zadzwonię jak coś - powiedziałam.
- Ale na pewno? - zapytał ponownie Louis - Nie chcesz iść z nami.
- Zayn proszę zabierz go ode mnie bo mu zaraz przypierniczę - Mulat szybko odciągnął Tomlinsona z dala od moich rąk.
- To my już idziemy - powiedział szybko ciągnąć za sobą Louisa - Chodź Lou czas na nas.
- Yhym - mruknął zamyślony brunet i poczłapał posłusznie za Mulatem.
- W końcu spokój - powiedziałam zamykając drzwi i rzucając się na kanapę. Rozkładając się wygodnie wyciągnęłam telefon i wybrałam dobrze mi już znany numer.
- Hej Aniołku - powiedziałam cicho do telefonu.
- Ciocia - krzyknęłam do słuchawki szczęśliwa Miley - Stęskniłam się.
- Ja też Malutka ja też. Ale opowiadaj jak ci mija czas - słuchając podekscytowanego głosu dziewczynki, odprężyłam się i z uśmiechem uważnie wszystkiego słuchałam.

1 GODZINA PÓŹNIEJ OCZAMI LOUISA
- A tu co tak nudą wieje? - zapytał jakiś znajomy Zayna, który podszedł do naszego stolika wraz z jakąś dziewczyną z której tapeta spływała ciurkiem.
- Chronimy się przed deszczem sztuczności - powiedział wrednie Malik patrząc na znajomego - A ty Drew co zaczepki szukasz?
- Nie no skąd - powiedział szybko chłopak.
- To wypierniczaj stąd bo nam powietrze psujesz - warknął Mulat pociągając łyka ze szklanki z drinkiem. Chłopak szybko odszedł wraz ze swoją towarzyszką.
- Czemu my się właściwie nie bawimy? - zapytał nagle Harry patrząc zawzięcie w sok który miał w szklance.
- Nie wiem - burknął Liam i po raz kolejny spojrzał na ekran swojego telefonu.
- Ja tak dłużej nie mogę - krzyknąłem z hukiem odstawiając szklankę na stolik - Wracam do hotelu, tak nie może być, że ona siedzi tam sama.
- I zagadka rozwiązana - powiedział cicho Niall podnosząc się razem ze mną i resztą chłopaków. - Wracamy do hotelu ocalić piękną panią tekściarkę - krzyknął z entuzjazmem na co ja tylko walnąłem go w tył głowy.

Oczami Arii
Słysząc jakieś hałasy na korytarzu, wzruszyłam tylko ramionami i powróciłam do czytania książki. Akurat miałam napić się gorącej czekolady kiedy drzwi raptownie się otworzyły, a do pokoju hotelowego wpadło 5 osób w przebraniach ninja.
- Hallowen jeszcze przed nami. - powiedziałam obojętnie i pociągnęłam łyka słodyczy z różowego kubka w serduszka.
- Przyszliśmy cię uratować księżniczko - powiedział jeden z nich z czerwoną opaską na czole podając mi dłoń.
- Po pierwsze nie jestem księżniczką, a po drugie wy nie jesteście rycerzami - po powiedzeniu tych słów powróciłam do czytania.
- A pozwolisz nam dotrzymać sobie towarzystwa? - zapytał ninja z niebieską opaską - A jak nie pozwolisz to i tak zostaniemy - powiedział wzruszając ramionami.
- Jak sobie chcesz Zayn - powiedziałam wywracając oczami.
- Kod zero przejrzała nas, kod zero - krzyknął ten czerwony i zaczął tarzać się po podłodze.
- To Tomlinson prawda? - zapytałam znając już odpowiedź, ale reszta chłopaków utwierdziła mnie w tym przekonaniu - Wiedziałam - zamykając książkę, podeszłam do Louisa który próbował udawać dywan i zdjęłam mu maskę z twarzy. - Kod 1 ninja zdemaskowany a księżniczka wkurwiona więc radzę uciekać - powiedziałam spokojnie, a Czerwony ninja szybko podniósł się z ziemi i uciekł z pokoju - Niech mu będzie dam mu 5 sekund przewagi - stanęłam sobie przy futrynie i oparłam się o nią ramieniem. Widząc wywalającego się Louisa o mało nie wybuchnęłam śmiechem, ale powstrzymując go zaczęłam gonić bruneta. Widząc go rozłożonego na ziemi, podbiegłam i siadłam na jego zadku.
- Game Over - szepnęłam mu do ucha na co on zareagował....... 

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 7

Po wybraniu fotela w samolocie jak najdalej od tej dziczy, siadłam na nim wygodnie i zaczęłam rozplątywać słuchawki.
- Mogę się dosiąść - usłyszałam jakiś głos. Unosząc jedną brew do góry spojrzałam na osobnika płci męskiej, którym okazał się Zayn.
- A czemu mam ten zaszczyt, że przyszedłeś tutaj?
- Ponieważ chcę się spokojne przespać, a znając tamtą dzieciarnie będą się drzeć.
- No to siadaj - powiedziałam tylko i powróciłam do rozplątywania słuchawek.
- Dziękuje - powiedział chłopak i usadawiając się obok mnie wygodnie wcisnął w swoje uszy słuchawki i zamknął oczy.
- Dobranoc Zayn - powiedziałam z uśmiechem i wkładając swoje słuchawki do uszu, puściłam jakąś muzykę klasyczną. Z dźwiękami skrzypiec i pianina zaczęłam odpływać w sen.

Przeciągając się delikatnie wyjęłam słuchawki z uszu i ze złością wrzuciłam je do torby.
- Co się dzieje? - zapytał Zayn wyjmując jedną słuchawkę z ucha, patrząc na mnie przenikliwie.
- Zapomniałam naładować telefon i biedaczek właśnie padł - powiedziałam robiąc minę niezadowolonego dziecka.
- Możesz słuchać ze mną - zaproponował wyciągając w moją stronę jedną słuchawkę.
- A czego słuchasz?
- Aktualnie w Play liście leci Three Days Grace "Pain"
- To daj - powiedziałam z uśmiechem i biorąc od chłopaka słuchawkę, włożyłam ją w ucho.
- Nie przeszkadza ci taka muzyka?
- Coś ty lubię każdy gatunek muzyczny.
- A co najbardziej? - zagłębiając się w rozmowę o muzyce, czułam się wspaniale. W końcu mogłam z kimś porozmawiać o tym co kocham. O tym co jest dla mnie najważniejsze w życiu.

- Gołąbeczki wysiadamy - usłyszeliśmy z Mulatem rozradowany głos Nialla.
- Gołąbeczki to możesz oglądać w parku, a nie tutaj - mruknęłam i oddając z uśmiechem słuchawkę Zaynowi wstałam z fotela - A my musimy kiedyś to powtórzyć.
- Zgadzam się - odpowiedział chłopka z uśmiechem - I chętnie posłucham kiedyś twojej muzyki.

- To chyba jakieś żary - mruknęłam stojąc w hotelowym looby i patrząc to na Zayna to na Louisa - Żartujecie prawda?
- Niesety Marcheweczko musimy przemęczyć się razem w pokoju - powiedział zadowolony Louis puszczając mi oczko.
- Dobrze, że ty chociaż jesteś normalny - szepnęłam w stronę Zayna, i kręcąc głową złapałam za rączkę swojej walizki.
- Daj ja to wezmę - powiedział szybko Louis zabrał mi walizkę z ręki - No to do pokoju. - krzyknął z entuzjazmem.
- Hip hip hurra - szepnęłam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie będzie aż tak źle - powiedział Zayn i uśmiechając się lekko ruszyła za Louisem.
- Mam taką nadzieję - szepnęłam i ruszyłam za chłopakami.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 6

- Masz wszystko? - zapytałam dziewczynki na korytarzu.
- Się wie szefie - zaśmiała się i podała mi dyktafon na który nagrana była próba chłopaków.
-Zemsta jest słodka, nawet słodsza niż ciasto i Pepsi razem wzięte - powiedziałam z szatańskim uśmieszkiem zacierając ręce.
- Co teraz robimy?
- Ty pójdziesz do nich, a ja właśnie wysyłam piosenkę chłopaków do ich fanek - czekając aż wszystko się prześle, zajrzałam w papiery na biurku. Czytając jeden z nich zachłysnęłam się z oburzenia - No chyba nie - warknęłam pod nosem i wpuszczając nagranie do sieci, ruszyłam w stronę gabinetu Larrego.
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć - krzyknęłam rzucając w jego stronę kartkami.
- Dzisiaj wieczorem.
- Extra, fajnie się dowiedzieć, w szczególności, że ten wyjazd jest JUTRO.
- Oj poradzisz sobie - posłał mi uśmiech i powrócił do przeglądania papierów.
- Czyli ma się rozumieć, że mam jechać z tymi bachorami w trasę po Ameryce, po tobie się umaniło, że będę z nimi nagrywać materiał na nową płytę w hotelach.
- Niestety życie.
- A niech cię Larry, a niech cię - mruknęłam zaciskając ręce w pięści.
- Oj siostrzyczko nie gniewaj się - posłał mi olśniewający uśmiech.
- Zemszczę się pamiętaj o tym - powiedziawszy to wyszłam z jego gabinetu i skierowałam się do chłopaków, aby powiedzieć im tą jakże radosną nowinę.

Pijąc ostatni łyk porannej kawy, niechętnie ruszyłam w stronę przedpokoju, aby ubrać buty. Wciągając jednego z nich na lewą stopę, próbowałam nie zasnąć. Jak to można wyruszać w trasę o 2 w nocy. To, to, to nie ludzkie noo. Powstrzymując ziewanie, zawiązałam do końca prawego buta i wciągając na siebie płaszcz, złapałam za rączkę walizki i wyszłam przed dom. Widząc czekającą już taksówkę szybko zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w jej stronę. Wsiadając podałam dokładny adres lotniska kierowcy i opierając głowę o chłodną szybę zaczęłam śledzić mijane widoki.

Oczami Louisa.
- No gdzie ona jest? No gdzie ona jest? - i tak w kółko i w kółko i w kółko. Ale dlaczego. Od tego jazgotu Nialla, łeb mi już pęka.
- Zamkniesz się - zapytałem mrużąc oczy w jego stronę.
- Yhym - sapnął i siadł obok mnie na krzesełku - A gdzie reszta.
- Poszła po kawę chyba - szepnąłem zamykając oczy i próbując choć chwilę się zdrzemnąć. Niestety moje prośby nie zostały wysłuchane.
- Podnoś tyłek Tomlinosn, nasza pannica idzie.
- Kto? - zapytałem niemrawo Nialla, nie otwierając oczu.
- Aria - wymruczał i sprzedał mi sójkę w bok, niestety  był to zły pomysł ponieważ capnąłem tyłkiem na płycie lotniska.
- Zamorduje cię Horan - całkowicie rozbudzony rzuciłem się w stronę farbowanego.
- Ja z wami nie wytrzymam - na dźwięk załamanego głosu kobiety, obejrzałem się i zobaczyłem zrezygnowaną Arie, która wskazywała na nas - A mówili, że ja jestem jak dziecko.
- H..h...hej - szepnąłem zarumieniony.
- To co lecimy - krzyknął Liam w naszą stronę kończąc dotychczasowe przedstawienie.

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 5

- Ciociu co dziś robimy? - zapytała 5 latka, trzymając mnie kurczowo za rękę.
- Musimy nagrać materiał z takim jednym zespołem o nazwie One Direction.
- A to o nich tatuś mówi, że są jak ja i ty razem wzięte - powiedziała patrząc mi w oczy, na co ja zachichotałam.
- Bardzo możliwe - odpowiedziałam i otwierając drzwi, weszłyśmy do sali nagrań - To na co masz ochotę, bo zanim oni przyjdą możemy się powygłupiać.
- Mmmm - zaczęła się głęboko zastanawiać - Nagrajmy filmik tatusiowi jak śpiewamy.
- Może jak ty śpiewasz - dałam jej propozycję, na co ona zareagowała śmiechem.
- Nie jak my śpiewamy - podkreśliła i zaczęła ciągnąć mnie w stronę fortepianu.
- No niech ci będzie, a co masz ochotę zaśpiewać.
- Zaśpiewajmy piosenkę Rudzielca - zaśmiała się Annabell.
- Hahha a którą.
- A team.
- Nie za młoda jesteś na to.
- Nieee.
- No to włączaj kamerkę i śpiewamy, a potem mu to wyślemy.
- Okej.
Oczami Louisa
- Chłopaki ruszcie się, za 5 minut mamy być w studiu - krzyknął nieźle już wkurzony Liam.
- Nooo już - krzyknąłem i zabierając z lodówki ciasto, ruszyłem w stronę samochodu. Delikatnie wsiadłem do niego i uważając na ciasto przypiąłem się pasami.
- Ooo jedzenie dla mnie - krzyknął uradowany Horan i rzucił się na ciast, w ostatniej chwili go ode pchnąłem.
- To nie dla ciebie - powiedziałem wywracając oczami.
- Oh Loueeehh nie było trzeba - krzyknął uradowany Harry i rzucił się z drugiej strony na ciasto.
- Harry ono też nie jest dla ciebie - powiedziałem już zirytowany.
- O ciasto - powiedział zadowolony Malik wchodząc do samochodu.
- Ludzie to ciasto to kawał dla Ed'a, a nie pożywienie dla was - wydarłem się wkurzony.
- Co ty Tomlinson kombinujesz? - zapytał Liam zza kółka.
- Jak to co - i opowiadając im wszystko ze szczegółami, ruszyliśmy w stronę studia.

- Gotowi? - zapytałem chłopaków stojących po obu stronach drzwi z przyszykowanymi butelkami pepsi.
- Tak - powiedzieli chórkiem.
- To zaczynamy - krzyknąłem i otwierając drzwi zacząłem rzucać ciasto w postać siedzącą przy fortepianie, a chłopcy w tym czasie wylali na nią 8 litrów Pepsi.
- CO to kurwa ma znaczyć - krzyknęłam postać wstając od fortepianu.
- Hahha nie wiedziałem że jak Sheeran się wkurzy ma dziewczęcy głos - zaśmiał się Harry.
- Jaki znowu Sheeran - zapytała postać, wycierając twarz c kawałków ciasta z kremem, odsłaniając tym samym swoją twarz.
- O kurwa - powiedzieliśmy wszyscy jednocześnie.
- Ciociu już jeeeesteem - powiedziała jakaś osóbka wchodząca do sali, ale widząc wkurzoną Arię Winchester zawahała się.
- Tomlinson przecież tu miał być Ed.
- Ed jest już w Ameryce - powiedziała dziewczyna i podchodząc do szafy wyjęła z niej torbę - A że dzisiaj wróciłam z urlopu ja was mam, ale ...Ana zatkaj uszy - powiedziała dziewczynce, która posłusznie wykonała rozkaz - Ale kurwa chłopaki bez przesady wiem, że mnie nie lubicie, ale ciasto i pepsi, przecież te ciuchy już się nadają do śmieci - i prawie płacząc wyszła z salki.
- No to się porobiło - szepnąłem załamany siadając na kanapie i chowając twarz w dłonie.
- przejdzie jej zaraz - powiedziała dziewczynka i wgramoliła mi się na kolana - A tak w ogóle to Annabell jestem - podała mi dłoń z uśmiechem.
- Louis - posłałem jej smutny uśmiech - A jak jej nie przejdzie.
- Uwierz mi przejdzie, już sobie wyobrażam waszą karę - zaśmiała się głośno.
- No to mamy.... Annabell mogłabyś zatkać uszy - zapytał ją Zayn.
- Jasne - posłusznie zatkała uszka rękami.
- No to mamy przejebane - powiedział Mulat i usiadł obok mnie.
- Zgadzam się z wami - powiedziała Aria wchodząc do nas i zacierając dłonie - Ana Skarbie podaj chłopcom teksty piosenek z półki 13.
- Ale to....
- Wiem - uśmiechnęła się szatańsko - Proszę przynieś mi je.
- Się robi - krzyknęła zadowolona dziewczynka i pobiegła do odpowiedniej półki. Po chwili wróciła z naręczem kartek i podając każdemu plik z nich, siadła obok brunetki przy fortepianie.
- No to chłopcy rozgrzewka śpiewamy - i zaczęła grać jakąś melodię.
- Ale to po jakiemuś dziwnemu - załamał się Harry.
- Nie bój się to nie język Suahili - powiedziała uśmiechając się do niego - To tylko 1 piosenka  w języku Polskim, Francuskim, Japońskim, Włoskim, Niemieckim i na końcu Angielskim. A zaczynamy od pierwszego języka.
Zaczęła grać, a my łamiąc sobie języki próbowaliśmy śpiewać.

- No to ostatni język nam został chłopcy - powiedziała uradowana nasza dręczycielka i jej mała pomocnica.
- A co my w ogóle śpiewamy - zapytał Zayn popijając wodę z butelki.
- Zaraz się dowiedzie - uśmiechnęła się szatańsko - No to śpiewamy - krzyknęła i zaczęła grać znaną już nam dzisiaj melodię.

- Serio śpiewaliśmy w 6 językach "Panie Janie" - zapytał wymęczonym głosem Horan.
- Było mnie nie obrzucać ciastem i colą.
- To nie cola to Pepsi - powiedział Harry i padł zmęczony na kanapę.
- Dobrze już dobrze, macie 10 minut przerwy i nagrywamy - powiedziała i przybijając piątkę z Annabell wyszła z sali.
- Czyż ona nie jest zajebista - szepnąłem zamykając oczy i rozkładając się na kanapie.
- Gnębi dobrze, nawet chyba pobiła w tym Zayna - powiedział Liam.
- Oj coś czuję, że ją pokochamy - powiedział Zayn i podszedł do okna - Wydaje się fajna.
- Nie zakochaj się tylko - zaśmiałem się i wspominając jej twarz w cieście, uśmiechnąłem się pod nosem - Bo ja już chyba to zrobiłem - szepnąłem najciszej jak umiałem.

PRZEPRASZAM ŻE DŁUGO NIE DODAWAŁAM ALE BRAK CZASU.

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 4

Rozgrzebując się z ciepłej kołdry, próbowałam rozjaśnić choć trochę zaspaną mózgownicę. Jednak nic to nie dało. Nadal ziewając siadłam na łóżku i rozciągając kości wstałam z łóżka. Potykając się o opróżnioną butelkę po winie weszłam do łazienki i pierwsze co zrobiłam to nie ściągając ani majtek ani za dużej koszulki weszłam pod zimny prysznic.
- Ajć - pisnęłam i włączając ciepłą wodę, rozebrałam się z mokrych ciuchów i nakładając na rękę trochę żelu do kąpieli zaczęłam się myć. Po wykonanej czynności, wszystko dokładnie spłukałam i zakręcając kurki wyszłam spod prysznica owijając się dużym puszystym ręcznikiem. Drugi z ręczników wykorzystałam jako turban na moje mokre włosy. Człapiąc powoli wyszłam z łazienki i zostawiając otwarte drzwi skierowałam się do salonu. Włączając kanał muzyczny, chwyciłam ze stolika czerwony lakier i zaczęłam malować paznokcie. Nucąc pod nosem piosenki, starałam się nie myśleć o smutkach tylko skupić się na dzisiejszej pracy. 
***
Chwytając  w locie teczkę z sekretariatu wbiegłam szybko do swojego gabinetu. Jak gdyby nigdy nic siadłam za biurkiem i zaczęłam czytać raporty.
- Aria 5 minut spóźnienia - powiedział uśmiechnięty Larry zaglądając do mojego biura.
- A już myślałam, że zaspałeś - powiedziałam z uśmiechem patrząc na niego znad papierów.
- Chciałabyś - powiedział wchodząc do środka - A tak poza tym Ana przyjechała dzisiaj z nami.
- Naprawdę? - zapytałam zaskoczona - a co z nianią?
- Musieliśmy kolejną zwolnić - skrzywił się nieznacznie - Ona jest po prostu jakimś diabełkiem.
- Nie prawda jest słodka - powiedziałam uśmiechnięta, na wspomnienie żywiołowej 5 latki.
- Nie Ari, ona się tylko ciebie słucha - schował twarz w dłoniach - A może dzisiaj ty się nią zajmiesz.
- Larry mam nagrania z One Direction - powiedziałam rozbawiona.
- To też dzieci, więc się dogadają - powiedział zadowolony ze swoich planów. A więc jak zgadzasz się?
- Larry ja...........
- Ari - krzyknął mały aniołek wbiegając do gabinetu.
- Dobrze Larry zajmę się nią - powiedziałam z uśmiechem.



PRZEPRASZAM, ŻE KRÓTKI ALE NIE MAM CZASU ZA BARDZO NA PISANIE I TO TAKI PRZEJŚCIOWY ROZDZIAŁ ;)

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 3

Wbiegając szybko do domu, w locie zdjęłam płaszczyk i rzucając go na kanapę w salonie pobiegłam w stronę schodów. Skacząc schodek po schodku w drodze pozbyłam się szpilek i spódnicy, po czym w holu straciłam bluzkę. W samej bieliźnie wbiegłam do garderoby i szybko przebrałam się w coś luźnego. Zabierając spakowaną walizkę z pokoju zbiegłam na dół i upewniając się, że wszystko jest wyłączone i pozamykane wyszłam z domu i zamykając drzwi na klucz skierowałam się do taksówki, która już na mnie czekała. Podając kierowcy adres docelowy czekałam aż dojedziemy na dworzec kolejowy. Po dojechaniu na miejsce grzecznie podziękowałam kierowcy i zapłaciwszy odpowiednią sumę wyszłam z samochodu z walizką w ręku. Kierując się do kasy, szybko zapłaciłam za odpowiedni bilet i skierowałam się na peron 3. Kierując się w stronę ławki i potykając się, wpadłam na całująca się parę.
A - Strasznie przepraszam - zaczęłam przepraszać całującą się parę, ale jak ujrzałam zawadiacki uśmiech bruneta zaprzestałam.
Lou - I znowu się spotykamy - uśmiechnął się szczęśliwy.
E - Dziewczyna ze Starbucks'a?
Lou - Tak - brunet posłał jej uśmiech.
E - Eleanor Calder - na dźwięk jej nazwiska spojrzałam na nią i przed oczami stanęła mi mała dziewczyna z dużymi brązowymi oczami i 2 długimi ciemnymi warkoczykami.
A - Znam cię - szepnęłam cofając się do tyłu - Zawsze bawiłaś się z moim bratem - szepnęłam ledwo powstrzymując łzy.
E - Przepraszam nie przypominam sobie - powiedziała niepewnie marszcząc czoło.
A - Masz prawo nie pamiętać - powiedziałam opanowując się lekko - Nazywam się Aria Winchester.
E - Siostra Alana - powiedziała, a jej oczy wypełniły się łzami - A mówili,że zmarłaś.
A - Niestety żyję - powiedziałam. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Wyświetlił mi się numer Miley.
###
A - Hej Skarbie - powiedziałam łagodnie do słuchawki odchodząc od pary zakochańców.
M - Ciociu kiedy przyjedziesz?
A - Zaraz mam pociąg i tylko wysiądę w Mechesterze i już jadę do ciebie do szpitala.
M - Obiecujesz?
A - Obiecuję - powiedziałam łamiącym się głosem.
M - To już szykuje pana Kluseczkę.
A - Kocham cię Malutka - szepnęłam po czym się rozłączyłam, a po moim policzku spłynęła łza.
###
Lou - Chłopak?? - zapytał podchodząc do mnie z dziewczyną.
A - Nie - odpowiedziałam wycierając łzy - Dziewczynka chora na raka, której jestem wolontariuszką i wpłacam na nią i na inne dzieci co miesiąc odpowiednią sumę pieniędzy.
Lou  - Ouuuu - popatrzył na mnie zamurowany. Zaraz jednak podjechał pociąg i nie patrząc już na parę jak najszybciej wsiadłam do środka i zajęłam miejsce.
***
M - Ciocia - krzyknęła mała dziewczynka o dużych niebiesko-szarych oczach z kolorową chustką na głowie biegnąc w moją stronę. Złapałam ją w locie i mocno przytuliłam.
A - Cześć Kruszynko.
M - Chodź zobaczyć, moje nowe rysunki - zaczęła wesoło szczebiotać, a ja z uśmiechem podążałam za nią. Dlaczego akurat takie małe dzieci są skazane na śmierć. Jakbym mogła sama bym wzięła ich choroby na siebie. Patrząc na tego skrzata, oddałabym wszystko w świecie aby tylko wyzdrowiała. Niestety ma raka płuc i to nieuleczalnego. I za jakieś 4 miesiące może już jej tu nie być.......

2 tygodnie później...
Stojąc w progu swojego Londyńskiego domu, powstrzymywałam niewylane łzy. Mała Miley......Ona, ona umiera i to szybciej niż było przewidywane. Jej płuca, nie flirtują dostatecznej ilości tlenu, pracuje teraz z maszynami, a do tego jeszcze przeżuty na nerki i mózg. Pierwsza łza zaczęła spływać mi po policzku. Wkraczając do mieszkania rzuciłam walizkę w kąt i włączając na wierzy muzykę klasyczną, siadłam w salonie na fotelu i zaczęłam zatapiać smutki w czerwonym winie.....

Przepraszam zawaliłam z końcówką. reszta jest chyba nawet znośna. Przepraszam, że rzadko dodaje,ale mam też inne opowiadania na blogach i masę nauki. DO następnego kochani ;*

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 2

E - Ari wszystko w porządku? - zapytał Ed pukając delikatnie do drzwi łazienki.
A - Tak, tak już wychodzę - pospiesznie obmyłam twarz wodą i nie zwracając uwagi na to, że tym samym sposobem starłam makijaż wyszłam z łazienki - Pilna potrzeba - zaśmiałam się nerwowo do rudzielca, na co on posłał mi uśmiech.
E  - To jak już ją załatwiłaś to może damy coś do zaśpiewania tamtym.
A - Ale co? - zapytałam idąc w stronę studia nagraniowego.
E - Byle co. Coś na próbę ich głosów.
A - Huh no dobra - podrapałam się po głowie, myśląc co im dać.
E - A jak dobrze pójdzie to za godzinę jesteś wolna na 2 tygodnie. - wyszczerzył swoje perełki w moją stronę.
A - Tia jak mnie wcześniej nie ściągną.
E - Oj już ja się o to postaram, że nie - zaśmiał się otwierając przede mną drzwi.
A - Dziękuje - Z lekkim uśmiechem błąkającym się w kącikach ust weszłam do studia, gdzie już wszyscy siedzieli - To co teraz damy wam próbki piosenek do zaśpiewania i jesteście wolni - od razu przechodząc do setna sprawy, podeszłam do półki i wyciągnęłam walizkę pełną tekstów piosenek - Wybierajcie - postawiłam ją przed nimi, a sama siadłam na fotelu obok Ed'a. Po chwili wszyscy już mieli wybrane piosenki.
P - To my pierwsze - powiedziała pewna siebie Blondi po czym nie pytając o zgodę weszła do kabiny i gestem ręki zachęciła do tego samego swoje koleżanki.
LA - Na pewno możemy? - zapytała niepewnie.
A - Pewnie, dziewczyny mają pierwszeństwo - powiedziałam z uśmiechem tym samym je zachęcając do dołączenia do koleżanki. - Ed zrobisz podkład gitarowy? 
E - Pewnie - wziął sprzęt ze stojaka i siadając na krzesełku zaczął grać a dziewczyny śpiewać.
Wsłuchując się w ich głosy, robiłam o nich notatki dla szefa, oraz notowałam każde niedociągnięcie, aby wiedzieć czego unikać w przyszłości. Gdy dziewczyny skończyły śpiewać, przetarłam oczy i nie podnosząc oczu znad papierów zwróciłam się do reszty.
A - Kto następny?
S - One Direction - powiedział przyjaznym głosem na co podniosłam głowę i posłałam mu uśmiech.
A - Cieszę się, że nie powiedziałeś tego z wyrzutem, albo agresją.
S - Nie ma za co - uśmiechnął się, a ja z powrotem skierowałam wzrok na notatki. Nie podnosząc głowy wsłuchiwałam się w akordy gitary, które połączone były z 5 wspaniałych głosów.
A - Ślicznie - podniosłam głowę z uśmiechem, tym samym zauważając jak blondyn z czułością oddaje gitarę Edowi - To teraz wy chłopaki - spojrzałam na The Wanted.
T - Zaśpiewamy tak, że się zmoczysz na nasz widok - powiedział pewny siebie ten cały Parker, a ja tylko przygryzłam wargę, aby powstrzymać śmiech.
A - Zmoczyć to się może małe dziecko w łóżko - odpowiedziałam krótko, po czym znów zanurkowałam w papiery.
M - Zagrasz nam na fortepianie? - zapytał patrząc na mnie spod swoich rzęs, na co ja zastygłam w bezruchu.
A - Skąd ta pewność, że umiem grać? - zapytałam przenosząc na niego swój wzrok. 
M - Wyglądasz na taką co umie - posłał mi niewinny uśmieszek, po czym siadając na krzesełku wczytał się w tekst.
E - To jak Ari, pomożesz mi?
A - Tak, tak - podniosłam się ze swojego miejsca i zostawiając notatki ruszyłam w stronę fortepianu. Powstrzymując oddech odkryłam powoli klawisze i przejechałam po nich palcami rozkoszując się każdym dźwiękiem.
E - Gotowa?
A - Tak.
E - A wy?
Jay - Też.
A - No to start - z zamkniętymi oczami zaczęłam grać dobrze znaną mi melodię.
Po skończonej piosence szybko podniosłam się ze swojego miejsca, po czym zanotowałam informacje dotyczące tego zespołu.
E - To już jesteście na dzisiaj wolni - powiedział uśmiechnięty - Jutro widzimy się z Little Mix, pojutrze z The Wanted a za 2 dni z One Direction.
Nagle mój telefon dał o sobie znać, nie patrząc kto to odebrałam szybko notując.
A - Słucham.
- Pani Ario, Miley pyta czy pani dzisiaj przyjedzie - powiedział głos w słuchawce, a ja walnęłam się z otwartej ręki w czoło.
A - Proszę jej powiedzieć, że za 3 godziny będę.
- Dobrze, do zobaczenia. - kobieta rozłączyła się, a ja pospiesznie zaczęłam zbierać dokumenty. Szybko pożegnałam się z zespołami, po czym jak torpeda poleciałam do szefa, aby zostawić notatki.
A - Jak to wszystko to już jestem wolna?
L - Pewnie leć, bo widzę, że chyba ukochany już się nie może doczekać - powiedział ze śmiechem, na co ja stukając się palcem w czoło wybiegłam z gabinetu i pędząc jak huragan Kathrina zbiegłam na dół po schodach. Po drodze zaczepiając kogoś swoją torebką.
A - Przepraszam - powiedziałam pospiesznie i już miałam odejść, ale jakaś ręka mnie przetrzymała.
M - Miło cię widzieć Mel - szepnął Maks zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku.
A - Maks - szepnęłam - Wybacz - wyrwałam się mu i nie patrząc na ludzi pobiegłam w stronę najbliżej taksówki, po czym podając kierowcy adres pojechałam do domu po walizkę.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 1

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas,
 kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać."
Antoine de Saint-Exupéry
- Aria jesteś potrzebna, wiem, że masz urlop, ale nie damy rady bez ciebie - właśnie takie słowa usłyszałam na dzień dobry dzisiejszego dnia. Ten dzień jak co dzień miał mi dać relaks od pracy, ale nie, już drugiego dnia urlopu muszę dostać telefon, że jestem potrzebna. Marudząc pod nosem zwlekłam się z łóżka i niechętnie pomaszerowałam pod prysznic. Włączyłam zimną wodę, która pozwoliła mi się do końca obudzić, po czym w samej bieliźnie, zaczęłam robić sobie makijaż do pracy. Przejechałam lekko czarną kredką po górnej powiece, po czym wy tuszowałam rzęsy, na koniec nałożyłam na usta różową szminkę i poszłam ubrać się w strój galowy. Ubierając rajstopy dostałam wiadomość tekstową. Dosłownie warcząc chwyciłam iphona w rękę i zaczęłam czytać wiadomość tekstową od mojego szefa.
* Jak byś mogła kup po drodze kawę dla mnie i dla mojej żony. Dziękuje Larry XOXO*
- I może jeszcze frytki do tego - powiedziałam zła, sama do siebie. Po czym wstając zaczęłam zakładać koszulę i spódnicę. Wkładając koszulę, za pasek czarnej spódnicy rozmyślałam, czy nie wsypać jakiś prochów na rozwolnienie do kawy szefa, za szybsze ściągnięcie mnie do pracy. Biorąc czarne obcasy w rękę poczłapałam do drzwi wyjściowych gdzie założyłam je na nogi i zakładając płaszczy ruszyłam w stronę wyjścia. Jednak zaraz się zawróciłam ponieważ przypomniałam sobie o braku torebki na moim ramieniu. Kiedy wszystko już było na swoim miejscu wyszłam z domu i zamykając drzwi na klucz spacerkiem ruszyłam w stronę Starbucks'a. Wchodząc do lokalu jęknęłam na widok dość długiej kolejki. Z niechęcią stanęłam za jakimś tęgim mężczyzną w garniturze od którego zapachniewało potem i próbując o tym nie myśleć wymyślałam tekst jakiejś nowej piosenki. Po 40 minutach stania w kolejce w końcu dotarłam do kasy. Zamówiłam to co miałam zamówić, dodatkowo także kawę dla siebie i czekając na zamówienie oparłam się o blat i przeglądałam ulotkę. Nagle poczułam, ból w lewym biodrze, a moja ręka osunęła się z blatu tym samy powodując wypadnięcie ulotki z drugiej.
A - Nie nauczyli cię chodzić - krzyknęłam na dość przystojnego bruneta, który przed chwilą mnie popchnął, na co on bezczelnie uśmiechnął się do mnie i jak gdyby nigdy nic wyszedł z lokalu, uprzednio odbierając zamówienie - Nie ma to jak typowy cham i prostak - krzyknęłam w myślach.
- Pani zamówienie - moje rozmyślenie przerwała nastolatka, która na tekturowej podkładce podawała mi moje kawy, z uśmiechem odebrałam je i wyszłam z lokalu. Wychodząc na ulicę, spostrzegłam tego bezczelnego typa jak całował się z jakąś brunetką. Ahh ta miłość. Odwracając od zakochańców wzrok ruszyłam w stronę wieżowca gdzie mieściło się studio nagraniowe. Wsiadając do windy marzyłam już tylko o tym aby jak najszybciej stąd wyjść. Zatrzymując się przed biurem szefa, przywitałam się z Lucy, sekretarką i weszłam do środka.
A - Już jestem - powiedziałam, na co Larry i Hannah podnieśli głowy znad papierów - Wasze kawy - podałam im kubki na co podziękowali uśmiechami.
L - Dzięki młoda.
A - Ej jestem tylko 7 lat młodsza od ciebie - powiedziałam oburzona, na co Han zaczęła się śmiać.
H - Jesteście jak rodzeństwo dosłownie - zaśmiała się po czym odebrała dzwoniący telefon.
A - A więc co mam robić?
L - To tak dzisiaj gościmy u siebie 2 Boysbandy i Girlsband i ty musisz ich oprowadzić i oczarować, a także wraz z Edem dać każdemu z zespołów po jednej piosence do zaśpiewania.
A - Okej - zanotowałam wszystko w swojej głowie - A mogę chociaż wiedzieć jak się nazywają? 
H - Little Mix, The Wanted i One Direction - powiedziała kończąc jakąś rozmowę i odpowiadając mi na pytanie.
A - Dobra niech zgadnę Boysbandy to The Wanted i Little Mix, a Girlsband to One Direction.
L - Hahahah nie - wybuchnął wraz z Hannah śmiechem - Girlsband to Little Mix, ale hahaha blisko byłaś - cała czerwona zabrałam tylko potrzebne papiery i pod pretekstem pracy wyszłam z gabinetu szefostwa.  Ledwo powstrzymując śmiech skierowałam się do sali konferencyjnej gdzie miały już czekać na mnie zespoły. Biorąc głęboki wdech przed wejściem, otworzyłam drzwi tym samym kierując spojrzenia wszystkich na sobie, ze zdziwieniem zauważyłam wśród tłumu charakterystyczną rudą czuprynę.
A - Ed? A ty nie miałeś dołączyć później.
E - A jednak się ściągnęli - powiedział po czym podszedł i przytulił mnie na powitanie - Dawno się nie widzieliśmy Ari - odessał się ode mnie i odwrócił do tłumu wgapionych w nas ludzi. - Ludziska poznajcie o to wspaniała asystentka pana Colmana, piękna i niezastąpiona Aria Winchester.
A - Uważaj bo się za rumienie - powiedziałam tym samym wywołując śmiech - Jako, że nie znam się na zespołach młodzieżowych i kojarzę was tylko z nazwy - tu spojrzałam na Maksa który wpatrzony był w swój telefon - może powiecie mi swoje imiona i jakiś krótki opis, np. skąd pochodzicie, czy ile macie lat? Myślę, że dzięki temu będzie nam się lepiej pracowało.
- Musimy? - zapytała niezadowolona blondynka.
A - Byłoby miło - powiedziałam z uśmiechem.
E - Dobra to ja zacznę, a potem może ty Harry.
H - Dobra - odpowiedział z tego co wywnioskowałam z jego rozmowy z Edem Harry.
E - Dobra a więc jestem Ed  Sheeran, a dokładniej Edward Sheeran, a ćsii - powiedział wywołując tym samym śmiech w sali - Urodziłem się 17 lutego 1991 roku w Halifax więc aktualnie mam 22 lata. Dawaj teraz ty Lokers.
H - No dobra, a więc nazywam się Harry Styles jestem z One Direction - tu posłał uśmiech jakiemuś typowi który schował się za jakimś starszym chłopakiem o jaśniejszych lokach od Harrego - Mam 19 lat, a urodziłem się 1 lutego 1994 roku w Holmes Chapel.
A - Dziękuje - posłałam mu uśmiech, który od razu odwzajemnił - To może teraz ty - wskazałam na jakąś dziewczynę o ciemniejszej karnacji - I może po tobie będzie po kolei szło, a na koniec ja powiem coś o sobie.
LA - No dobrze, a więc nazywam się Leigh-Anne Pinnock, jestem z Little Mix, ale to już wiadomo - tu zachichotała - urodziłam się 4 października 1991 roku w High Wycombe - uśmiechnęła, się do jakiejś dziewczyny obok siebie która zaczęła ze śmiechem mówić.
J - Jade Thirlwall, urodzona 26 grudnia 1992 roku w South Shields.
Je - Jesy Nelson - powiedziała następna dziewczyna z zespołu - urodziłam się 14 czerwca 1991 roku w Romford. Perrie teraz ty - powiedziała to niezadowolonej blondyny, która piorunując mnie wzrokiem zaczęła mówić.
P - Perrie Edwards, ale to już pewnie wiesz - uśmiechnęła się szyderczo - Urodziłam się 10 lipca 1993 roku w South Shields i jestem dziewczyną Zayna Malika, który siedzi tam - wskazała na Mulata, który zakrył twarz w dłoniach.
Na - Nathan Sykes z The Wanted i urodziłem się 18 kwietnia 1993 roku w Gloucester.
Li - Liam Payne One Direction urodzony w Wolverhampton dnia 29 sierpnia 1993 roku - powiedziała chłopak o naprawdę ciemnych oczach.
N - Boziu Liam jak ty to poetycko powiedziałeś - zaśmiał się Blondyn - A więc teraz przyszła kolej na mnie? Tak? A więc nazywam się Niall Horan i jestem jedynym Irlandczykiem w One Direction, pochodzę z Mullingar i urodziłem się 13 września, rocznik ten sam co u Liama - posłał koledze uśmiech.
S - Siva Kaneswaran jestem Irlandczykiem z The Wanted urodziłem się 19 listopada 1988, a dorastałem w Dublinie.
T - Tom Parker The Wanted. 4 sierpnia 1988 Bolton i dla ciebie mogę być zaraz singlem - puścił mi oczko na co ja spojrzałam na niego z odrazą.
A - Nie dziękuje - powiedziałam głośno po czym pod nosem dodałam - Nie gustuję w Lalusiach i Dupkach.
M - Max George urodzony 6 września 1988 roku w Menchesterze, śpiewam w The Wanted. - powiedział odrywając wzrok od telefonu i patrząc wprost na mnie, na co ja dlikatnie zadrżałam.
Z - Zayn Malik One Direction - posłał złowrogie spojrzenie Tomowi - urodzony 12 stycznia 1993 roku w Bradford.
Jay - Jay McGuiness 24 lipca 1990 Newark-on-Trent The Wanted - powiedział krótko i na temat lokers z The Wanted. I na koniec został jeszcze ten zakamuflowany chłopak, który się ukrywa. Z uśmiechem wychylił się i pomachał.
Lou - Louis Tomlinson, 24 grudzień 1991 roku przyszedłem na świat jako owoc miłości swoich rodziców, a miejsce mojego narodzenia to Doncaster. Aktualnie jestem jednym z zajebistych chłopaków z One Direction - posłał mi uśmiech, a ja rozpoznałam w nim łobuza ze Starbucks'a - Teraz ty droga nieznajoma mi osobo ze Starbucks'a. - Kurczę jednak mnie poznał. Zarumieniwszy się zaczęłam mówić.
A - Nazywam się Aria Winchester urodziłam się tak jak ten łobuz - tu wskazałam na Tomlinsona - 24 grudnia 1991 roku, tylko, że w Menchesterze i od dzisiaj jestem waszym przewodnikiem po tym studiu oraz twórcą tekstów we współpracy z Edem - posłałam im uśmiech. Nagle zauważyłam, że Max nie odrywa ode mnie wzroku - To, może Ed was oprowadzi po studiu jak już tu jest, a ja na chwilę pójdę do prezesa - powiedziałam po czym szybko ulotniłam się z konferencyjnej i skierowałam się do łazienki, gdzie stanąwszy pod lustrem otarłam spływające po policzkach łzy.

środa, 7 sierpnia 2013

Prolog

Kiedyś miałam wszystko, byłam bogata, miałam kochających rodziców i młodszego o 2 lata brata. Niestety los chciał tak, że kiedy miałam 12 lat straciłam ich wszystkich. Całą trójkę. Zginęli na miejscu w wypadku samochodowym. Od tamtego czasu mieszkam w Domu Dziecka w Menchesterze. Myślałam, że nic już nie poprawi mi humoru, ale myliłam się. Poznałam jego. Cudownego bruneta o intensywnie niebieskich oczach. Staliśmy się nierozłączni. Razem marzyliśmy o karierze piosenkarzy. U mnie na mrzonkach pozostało, a on? On dorobił się, zaraz po wyjściu z Domu Dziecka rozpoczął poszukiwanie jakiejś kariery piosenkarskiej. W 2006 roku wystąpił w X factorze, lecz nie wyszło. Teraz śpiewa w Znanym Boysbandzie o nazwie The Wanted. Czy pamięta o mnie? Raczej nie. Po wyjściu z tego miejsca odciął się ode mnie. A ja? Ja pozostałam w tym miejscu jeszcze trzy lata po jego odejściu. Te trzy lata poświęciłam na dogłębną naukę, a zaraz po wyjściu z tego miejsca, zaczęłam szukać pracy. Znalazłam ją. I pracuje tam do dzisiaj. W dniu dzisiejszym mam 21 lat i jestem Asystentką szefa wytwórni muzycznej oraz tekściarką, w Londynie. Czy cieszę się? Tak, przynajmniej jestem blisko tego co kocham. Czy tęsknie za Maxem? Już nie, nauczyłam się bez niego żyć. Teraz dla mnie liczy się tylko praca i koledzy z pracy. Jestem inna? Raczej nie, na pewno wydoroślałam i myślę pewniej siebie. Nie jestem już zagubioną duszyczką. Jestem sobą.

Bohaterowie ;D

Witam was wszystkich ponownie. Mam nadzieję, że wybaczycie mi zaległości tutaj. Jako, że nie mam pomysłów na poprzednie opowiadanie to ruszam z kolejnym. Liczę na was ;)


Aria Melody Winchester (ur. 24.12.1991 r.) 
Kiedyś wierzyłam w nas ale po tym jak odszedłeś nauczyłam się żyć na nowo, prawdziwie, a nie złudzeniami. Teraz jestem inna silniejsza, zaradniejsza. Umiem po prostu żyć.
Maximillian Alberto (Max) George (ur. 06.09.1988 r.) 
Kariera, sława,pieniądze, napalone fanki, przyjaźń czwórki wspaniałych facetów, czego jeszcze mogę sobie życzyć. Chyba niczego. Wszystko co mi potrzebne już mam. 1/5 The Wanted
Louis William Tomlinson (ur. 24.12.1991 r.)
Mam wszystko co kocham obok siebie. Ale czy aby na pewno? Coraz częściej mam ochotę iść po ulicy z zamkniętymi oczami a otwartym sercem. 1/5 One Direction, związany z Eleanor Calder
Liam James Payne (ur.29.08.1993 r.)
Jestem nieśmiały, to fakt, ale hejtowanie mnie nie zmieni tego, że cudownie jest śpiewać w zespole wraz z czwórką najlepszych przyjaciół. 1/5 One Direction.

Niall James Horan (ur. 13.09.1993 r.)
Jestem żarłokiem to fakt, jestem śpiochem i co z tego, jestem także leniwy, zmienisz to? Raczej nie. Więc zostaw mnie w spokoju i zajmij się sobą. 1/5 One Direction

Harry Edward Styles (ur. 01.02.1994 r.)
Mam słodkie loczki, dołeczki i zielone oczy, ale uczucia też posiadam więc nie traktuj mnie jak szmaty do podłogi tylko jak kumpla, albo brata. 1/5 One Direction.

Zayn Javadd Malik (ur.12.01,1993 r,)
Moja prawdziwa miłość? Bez zastanowienia odpowiem, że kurczak i czekolada. Tylko to się dla mnie liczy, a nie udawane związki. 1/5 One Direction, związany z Perrie Edwards.

Eleanor Calder ( ur. 16.07.1992 r.)
Czy go kocham? Chyba tak. Nie jestem już pewna. Może tak, a może nie o to jest pytanie ;) Związana z Louisem Tomlinsonem

Little Mix
Perrie Edward, Jade Thirlwall, Leigh-Anne Pinnock, Jessica Nelson
Kto będzie numerem jeden na całym świecie? Oczywiście, że Little Mix, a nie jakieś durne One Direction.