czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 13

Ten rozdział dedykuje wam wszystkich z okazji Mikołajek, a także najbardziej moim wariatkom Natalie, Gabrielle i Caroline ;) Tia ten kibel ;)
Oczami Villemo
Malik zawiózł mnie do szpitala gdzie okazało się, że to tylko małe rozcięcie i wystarczyło o patrzeć i zawiązać bandażem.
V - Dobra Malik gdzie teraz jedziemy.
Z - Lind co ty po nazwisku mówisz.
V - Ooo lepszy się odezwał.
Zaczęłam się śmiać, a chłopak podszedł do mnie i mnie pocałował. Zaskoczona stałam i nie dowierzając czekałam aż skończy.
V - Yyyy co to było.
Z - Podobasz mi się.
V - Tia a mrówki mają ptaszki.
Z - Co?
V - Yyyy to znaczy fajnie czy jakoś tak.
Z - Chyba w szoku jesteś.
V- Nie no co ty tylko zajebisty chłopak podchodzi do mnie i mnie całuje a później mi mówi że mu się podobam. 
Z - O yeah czyli jestem zajebisty.
V - Ups małe przejęzyczenie miało być taki żul spod Tesco.
Z - Tak tak chodź ty mój buraczku spod Kauflanda do domu trzeba iść.
V - O właśnie.
Malik zawiózł mnie szybko do domu. Ja rzuciłam mu krótkie pa i pobiegłam do mojego domu. Wbiegając do swojego pokoju piszczałam jak napalona fanka. Poszłam do garderoby i wybrałam ciuchy do przebrania. Postawiłam dzisiaj na coś takiego:
Włosy zaplątałam w warkocza, wzięłam jeszcze telefon i zbiegłam na dół. Tam zastałam tatę.
Ki - Hej córcia gdzie lecisz.
V - Może potrenuje trochę do przyszłych wyścigów.
Ki - Jechać z tobą.
V- Nie musisz dam radę.
Ki - No okej, ale jakby co to dzwoń.
V - Dobrze i pa- pocałowałam tatę w polik i pobiegłam do garażu. Wzięłam samochód i szybko pojechałam do klubu. Tam przywitałam się ze wszystkimi i zaczęłam sobie jeździć. po jakiś 3 godzinach stwierdziłam, że mi się już nie chcę. Wzięłam jeszcze butelkę wody i wsiadłam do samochodu. Kiedy byłam na skrzyżowaniu i miałam zielone, jakiś samochód który miał czerwone wjechał we mnie. Wnerwiona wyszłam z samochodu z tamtego wysiadła także 5 chłopaków.
V - Boże ludzie kto wam prawko dał.
C1 - Nic ci nie jest.
V- Kuźwa kto prowadził.
Przede mną pojawił się wysoki brunet z włosami ściętymi na zapałkę i intensywnie niebieskimi oczami. Zaraz ja te oczy kojarzę.
V - Boże Max ja cię zajebie kiedyś.
M - Znamy się.
V - Przypomnij sobie takiego małego brzdąca o dużych niebieskich oczach i bam to jestem ja.
M - Villemo - powiedział ze śmiechem i mocno mnie przytulił.
V- Ale to nie oznacza, że wybaczam ci skasowanie mojego pięknego woziku.
M - Oj nie smutaj poznaj moich przyjaciół z zespołu. Tak więc od prawej Jay, Nathan, Siva i Tom.
V - Tia witam was, Villemo jestem.
N - Miło nam to może zadzwonimy po pomoc drogową i podwieziemy cię naszym wozem bo on mniej ucierpiał.
V - No niech już tak będzie.
Po godzinie już jechałam z The Wanted samochodem. Trzeba przyznać, że zabawni są mimo że nie lubią One Direction. Uśmiałam się jak nigdy. Pod moim domem pożegnałam się z nimi. Wymieniliśmy się jeszcze numerami i rozchachana weszłam do domu. Tam zmęczona dniem od razu poszłam do mojego pokoju i przebierając się w piżamę usnęłam.

________________________________________________________________________
Jest trochę nudny, ale jest Natalie i Gabielle to dla was ;P Wesołych Mikołajek ;) ;*


sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 12

Zaciągnęła mnie do gabinetu dyrektora, a tam siedziała już pijąc kawę ciocia Sol i OMG za biurkiem siedział Albert George, brat cioci Sol, a także wujek Vi i tato Max'a z The Wanted. Ja też mówiłam do niego wujku gdyż zawsze przyjeżdżałyśmy do nich razem.
V - Wujek - krzyknęła Vi i mocno go przytuliła. Ja posłałam mu tylko szeroki uśmiech.
A - A ty Jewelko się do mnie nie przytulisz.
J - A skorzystam z propozycji - szybko do niego podeszłam i także mocno przytuliłam.
S - No a teraz dzieciaczki idziecie się przebierać i zrobić fryzury już my damy popalić tym plastikom.
Ja z Vi spojrzałyśmy po sobie i zaczęłyśmy się śmiać.
S - Nie ma co się chcachać tylko do łazienki marsz. 
Szybko poszłyśmy do prywatnej łazienki dyrektora i już po chwili ja wyszłam w takim stroju:
A Villemo byłą ubrana tak:
Ja włosy zostawiłam rozpuszczone, a ona związała w kucyka. Posłałyśmy sobie uśmiech i powiedziałyśmy na raz:
J i V - Wyglądasz zajebiście.
Zaśmiałyśmy się i przybijając piąteczki cioci i wujkowi poszłyśmy na lekcje religii, gdyż właśnie zadzwonił dzwonek. Pod salą czekali na nas Niall i Zayn
N - Oułaaa ale ślicznie wyglądacie.
V - No przecież mówiłam, że będzie furora.
Zayn zaśmiał się i podszedł do Villemo i przytulił ją. Dziewczyna spaliła buraczka i zapytała 
V - A to za co.
Z - Za to, że przeze mnie zostałyście oblane shakiem
J - Ej no to ja też chcę miśka.
Z - Niall przytul ją.
Niall od razu wtulił się we mnie mocno.
V - Dobra koniec tego dobrego idziemy do tej wiedźmy na lekcje.
My się tylko zaśmialiśmy i weszliśmy do klasy. Tam babka kazała nam usiąść według numerków. Ja siedziałam z Niallem, a Villemo z Malikiem, reszta też jakoś siedziała. Pani Winston ( Natalie chyba wiesz o kogo chodzi ^.^ ) cały czas czepiała się Tomlisona, żeby przestał się bawić kredkami, zaś Harry dostał od niej w głowę za to, że powiedział, że brakuje jej chłopa. Spokojnie sobie żułam gumę kiedy wiedźma skierowała wzrok na mnie.
W - Przeszkadzam ci w czymś Fairychild.
J - Mi nie, a co panią kieruje tu do mnie.
W- Proszę przestać żuć gumę.
J - Jaką gumę.
W - Tą w buzi. Tam jest takie ładne prostokątne żółte pudełeczko zwane koszem proszę wyrzucić.
J - O jak ładnie pani opisała śmietnik szkoda tylko że ja nic nie żuję.
W - A co już połknęłaś.
J - Tia nie mam co robić tylko gumy żuć, albo połykać.
W - Matko co z ciebie za bachor.
J - No patrzy pani miłe i uczynne.
Spojrzałam w stronę Villemo która wstała z ławki i zaczęła przedrzeźniać panią W. Zaczęłam się brechtać jak nie wiadomo kto. Winston odwróciła się i spojrzała co robi Villemo.
W - Lind!!!!!!!
V - Czego? Yyyy to znaczy tak.
W - Energia cię rozpiera.
V - A jakże by inaczej.
W - To wyjdź mi z klasy i puszki pozgniataj.
V - Co za mało pani płacą i puszki jeszcze pani sprzedaje.
W - Idź albo wysyłam do dyrektora.
V - Dobra już idę
Villemo wyszła z zacieszem z klasy, a ja się zaśmiałam.
W - I widzicie jakie teraz są dzieci. Takim przykładem jest Villemo Lind, jest ona przykładem nadpobudliwego dziecka.
Tylko skończyła to mówić na korytarzu rozległ się pisk po chwili do sali wbiegła wkurzona Vi. Rzuciła puszką w panią W i krzyknęła.
V  - Niech pani sama sobie gniecie te pieprzone puszki. Przez nie rękę se rozcięłam.
Spojrzałam na jej rękę, a tam od nadgarstka aż po łokieć było długie i głębokie rozcięcie z którego kapała krew.
J - Proszę pani ja się zwalniam i jadę z nią do szpitala.
W - Fairychild ty siedzisz. Malik ty pojedziesz.
Z - Co? - powiedział półprzytomnie Malik. No tak nie ma to jak spać na lekcji religii. Pewnie się zastanawiacie czemu Malik siedzi na religii otóż jest to religia dla wszystkich. Każdy może przychodzić choć wyznaje inną wiarę.
W - Mówię, że pojedziesz z Lind do szpitala.
Z - Co a co jej. - zerwał się z krzesła i spojrzał na bladą Vi która ledwo co stała na nogach. Podbiegł do niej wziął na ręce i wyszedł z klasy. A my co. Musieliśmy dalej słuchać tego nawiedzonego babsztyla. 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta da! Jest oto kolejny nudny rozdział. Nie wiem czy pisać dalej. Nie wiem czy ktoś to czyta. Więc mam prośbę odezwijcie się ;)



środa, 28 listopada 2012

Rozdział 11

Oczami Villemo
Wczoraj bardzo fajnie bawiliśmy się w lodziarni. Niestety dostałam cynka od szefa wyścigów, że moja wyścigówka już przyjechała. Wygląda ona tak:
Pojeździłam trochę Kate była ze mną. Niestety znowu tą czynność przerwał nam telefon. Gdyż jak się okazało chcieli zrobić nam sesje zdjęciową. No tak zaczyna się ;). Pojechałyśmy z Kat na miejsce, a tam wychodziła wkurzona jakaś laska kojarzyłam ją, a już wiem to Eleanor Calder. Kiedyś Katherine zabrała jej sesję zdjęciową i od tamtego momentu nie przepadamy za sobą. No, ale cóż trzeba żyć dalej. Zrobili nam jakieś tam zdjęcia. Wymęczone po całym dniu pojechałyśmy do domu tak rzuciłyśmy się na jedno łóżko i usnęłyśmy. Rano obudził mnie jak zawsze dziad z pod Tesco zwanym moim budzikiem. Zerwałam się szybko z łóżka chwyciłam to urządzenie szatana i rzuciłam o podłogę. Upsi chyba go rozwaliła. Ojej biedaczek :D. Obudziłam Kate, a sama ruszyłam w stronę łazienki. Szybko umyłam się i ubrałam tak:
Włosy spięłam w wysokiego kucyka i gotowa zbiegłam na śniadanko. Tam zaczęłam pałaszować naleśniczki. Napisałam jeszcze esa do wszystkich " Ludzie my dzisiaj z Kat jedziemy oddzielnie. Buziaki Vi" po czym znów powróciłam do pyszności. Po chwili na dół zeszła moja siostra. Włosy miała rozpuszczone a na sobie to:
V: Oki siostra super wyglądasz, a jak masz zamiar jechać na motorze w koturnach.
K: Normalnie bo jadę samochodem.
V: A no chyba, że tak. Dobra ja idę na górę po torbę.
K: No dobra.
Szybko pobiegłam na górę po torbę;
Szczęśliwa poszłam do kuchni wzięłam kluczyki od motoru i poszłam po moje cacuszko:
Szybko siadłam na niego i odpaliłam chwilę rozkoszowałam się jego dźwiękiem po czym ruszyłam w stronę szkoły. Po 5 minutach byłam na miejscu. Wielu chłopców patrzyło na to z zazdrością na co ja wybuchnęłam śmiechem.

Oczami Jewel
Ja pierniczę kto wymyślił tą durną szkołę. Właśnie mój braciszek wpadł do mnie z jakimś wyjcem operowym załączonym i mnie obudził. Bez jaj nie mógł normalnie tego zrobić. Szybko ubrałam to
Szybko złapałam torbę i zbiegłam na dół. Złapałam w locie jakiegoś tosta i wybiegłam na dwór. Tam zobaczyłam mknącą postać na motorze. No pewnie Villemo mój wariat. Zaśmiałam się do siebie i ruszyłam w stronę tego durnego budynku. Doszłam zaraz po przyjeździe Vi. Podeszłąm do niej i dałam jej buziaka na powitanie.
V: To co idziemy na ten durny angielski.
J: Niestety.
V: A gdzie reszta.
J: Zaśpi pewnie, a Kat gdzie.
V: W szkole już bo dzisiaj zaczyna biologią.
J: Aha chyba, że.
Poszłyśmy do budynku tam jakieś plastiki obczaiły nas od góry do dołu i zaczęły się śmiać. My z Vi tylko spojrzałyśmy po sobie i dostałyśmy głupawki. Wzięłyśmy z szafek potrzebne książki i ruszyłyśmy w stronę klasy 166. Tam siadłyśmy gdzieś na końcu i zaczęłyśmy gadać. Tak minęła nam reszta lekcji do przerwy na lunch. Siadłyśmy sobie przy stoliku po chwili doszła reszta.
J: Jak tam lekcje.
H: Hahaha bardzo śmieszne.
J: No co.
Po chwili do stolika podbiegł Horan z żarciem i z zacieszem zaczął to pałaszować. Villemo brechtała się z Zayna do którego przyczepił się jakiś plastik.
V: A tak w ogóle Zayn miło ci jest.
Z: Zajekurwabiście.
V: Oj biedaczek uwolnić od tlenowca.
Z: Mogłabyś.
V: Coś za coś.
Z: Zrobię co tylko zechcesz.
V: Na pewno.
Z: Tak.
V: Okey. Ej ty blondi jak ty miałaś na imię.
Plastik: Chanel
V: A tak właśnie Chanel wiesz, żę masz krzywy ryj.
C: Co powaliło cię. To ty chyba w lustro nie patrzyłaś.
V: No masz racje lustro mi nie potrzebne, ale ty chyba też nie patrzyłaś.
C: Jak to nie.
V: Aha czyli jak spojrzałaś roztrzaskało się rozumiem.
C: Co nieee.
V: A i muszę ci powiedzieć coś tapeta ci się rozleciała.
C: Nieeee.
Wszyscy już mieli niezłą z niej polewkę, po chwili ta cała Chanel wybiegła ze stołówki. Villemo spojrzała na nią jak na debila i mruknęła pod nosem
V: No a ten wąsik to mogła zgolić.
Gdy to usłyszałam wybuchnęłam śmiechem po chwili dołączyła do mnie Vi. Plastik po jakiś 5 minutach przybiegł znowu tym razem z jakąś koleżanką.
J; Czego tu.
C: Oszukałyście mnie.
V: No i.
Dziewczyna  nic  nie odpowiedziała tylko wylała zawartość czekoladowego shake na bluzkę Villemo, a ten drugi plastik na moją. Pisnęłyśmy wspólnie, a Villemo rzuciła się z pięściami na tamte. Chłopcy odciągnęli ją.
V: Chciały wojny no to będą ją miały.
J: CO my teraz zrobimy.
V: Furorę kotek furorę.
Po chwili wyszła gdzieś z telefonem przy uchu. Po 3 minutkach wróciła z mega zaciesze.
V: Choć Jewel czas się przebrać. - Zaśmiała się złowieszczo i zaciągnęła do gabinetu dyrektora......


*******************************************************************************
Ta da macie i się cieszcie durny rozdział. Nie podoba mi się no, ale cóż namęczyłam się go pisząc więc nie wykasuje. Dedyk w nim dla Gabrielle ;**